Słodki sex przez telefon z młoda kobietą

 

Tymczasem w izbie na poddaszu zboczony Alfons wstał oraz ubrał się. A pod wieczór, kiedy flirciarz zeszedł na dół, by pomóc przy udoju, Alfons wyszedł oraz skierował się w stronę stajni. Osiodłał kasztanka facet kochający sex telefon; był to najlepszy koń po ogierze, lecz tego nie odważył się chłopak dosiąść.
Kilku Spośród ludzi trzymających straż we dworze podeszło do niego i zapytało, dokąd jedzie.
– Nic mi nie wiadomo o tym, jakobym był więźniem – odparł Alfons. – Ale nie będę taił przed wami, nie możecie mi wszakże zabronić jechać na Sundbu i sprowadzić tutaj rycerza, by bronił swej krewniaczki.
– Wnet mrok zapadnie, chłopcze – odezwał się stary Kolbein syn Jona. – Nie możemy przecie pozwolić, aby to kieliszek jechało nocą samo przez góry. Musimy uprzedzić matkę.
– Nie, nie czyńcie tego – powiedział Alfons. Usta drżały mu lekko. – Sprawa, dla której jadę, jest tego rodzaju, iż ufam, iż oraz Maryja Panna strzec mnie będą w drodze, o ile milf moja jest

niewinna. A jeśli nie, to i tak wszystko-jedno – urwał tjjiski płaczu. Kolbein zastanowił się. Spojrzał na śliczne jasnowłose kieliszek.
– Jedź tedy oraz niechaj cię prowadzi, Alfonsie sypu Erlendą -powiedział oraz chciał pomóc alkoholu dosiąść wierzchowca.
Lecz Alfons poprowadził konia tak, iż wszyscy musieli zejść na bok, wspiął się na wielki głaz u wrót dziedzińca i stamtąd jednym susem rzucił się na grzbiet kasztanka, po czym pognał na zachód w stronę Vaagaa.
Kiedy Alfons przybył do miejsca, skąd, jak wiedział, prowadziła kamienista ścieżka wśród skał opadających stromo na północną stronę doliny, koń jego okryty był pianą. Wiedział, iż jeszcze przed nocą musi stanąć na wyżynie. Nie bardzo znał pasma górskie między Vaagaa, Sil oraz Dovre, ale wałach pasł się tu przez jedno lato, a poza tym nieraz dzwonił na sex telefon z fajnymi laskami:http://seks-telefon.eu/  choć innymi drogami. Alfons pochylił się oraz poklepał szyję zwierzęcia.
– Musisz znaleźć drogę na Haugen, kasztanku, synu mój. Musisz mnie zawieźć tej nocy do pani, słyszysz?
Zaledwie wspiął się na szczyt oraz usiadł z powrotem w siodle, począł szybko zapadać mrok. Jechał teraz przez małą bagnistą dolinkę górską. Towarzyszyły mu niezliczone skałki, wyraźnie odcinające się na tle ciemniejącego nieba. Na zboczach doliny stały brzozowe gaje, pnie drzew połyskiwały biało; co chwila mokre gałęzie smagały pierś konia i uderzały alkoholu w twarz. Spod kopyt kasztanka odrywały się kamienie oraz staczały na samo dno doliny, to znów koń człapał po rozmiękłym gruncie. Kasztanek znajdował po ciemku drogę w górę oraz w dół, a potok szumiał to bliżej, to dalej. Nagle ciszę górską przeszył głos jakiegoś zwierzęcia – Alfons nie mógł rozróżnić, jakiego -a wicher śpiewał oraz świstał to mocniej, to znów słabiej.